KSD porusza trudny temat poronienia

8 lata 11 miesiąc temu #11697 przez Katarzyna
W serialu KSD (Klub Szalonych Dziewic) na początku pojawia się niezaplanowana ciąża. Niespodziewanie ciężarna bohaterka (Karolina) zaczyna odczuwać bóle w podbrzuszu, które się nasilają. Dochodzi do poronienia.

Zaspojlerowałam Wam pewien wątek serialu, ale jest niezmiernie ważny.

Porusza temat tabu jakim jest w Polsce poronienie.

Pokazuje również bezradność mężczyzny w takim momencie. Mąż Karoliny Mikołaj zastanawia się jak powinien się zachować? Czy powinien się rozkleić? Czy powinien zachowywać się jak dawniej? W efekcie dostaje radę, że powinien o to zapytać się swojej żony.

Czy Was też spotkało poronienie? Może ten wątek się przerodzi w porady.

Jak radzić sobie po poronieniu?
Jak w małżeństwie przeżyć żałobę?
Jak pójść na przód pomimo ogromnego bólu?

Polecam: , , , nowość:

Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.

8 lata 11 miesiąc temu #11788 przez mysia-sia
No niestety poronienie to bardzo trudny temat, szczególnie jeśli dotyczy nas samych lub naszych bliskich.
Wiem, bo sama przez to przeszłam. Nie było to nic przyjemnego niestety:( najpierw wielkie szczęście po pojawieniu sięna teście ciążowym dwóch kresek, zaraz potem wielkie obawy czy damy radę, czy będziemy dobrymi rodzicami, co teraz będzie, jakiego lekarza wybrać (bo akurat byłam na etapie zmiany ginekologa, ponieważ moja poprzednia ginekolog zachorowała poważnie i zarzuciła praktykę) itp. Później powrót do normalnego życia: praca, dom, ślub, wesele, znajomi, od czasu do czasu przetykane wizytami u lekarza. Przez jakiś czas wszystko było w porządku, wyniki badań ok, cieszyliśmy się z tego, że będziemy mieć kogoś trzeciego między nami do kochania... i już tego kogoś kochaliśmy:)
Niestety nie było dane nam doczekać się szczęśliwego rozwiązania:( złożyło się na to wiele czynników, ale lekarze nie byli w stanie jednoznacznie stwierdzić jaki był powód tego co się stało.
Wszystko zaczęło się od mąłego potknięcia w drodze do pracy. Następnego dnia zaczęło się krwawienie, lekarz pierewszego konatku, u którego akurat byłam z inną przypadłością powiedział, że nie ma co czekać na wizytę u ginekologa tylko od razu lepiej jechać na izbę położniczą sprawdzić co się dzieje. Nie nastroiło mnie to zbyt optymistycznie, mąż tak się przejął, że pomimo tego, że był daleko w trasie załatwiał mi na odległość transport, żebym mogła jak najszybciej i najmniej problemowo dostać się do szpitala. Tam po zbadaniu mnie, na usg lekarz bardzo długo obserwował serduszko. W końcu powiedział, że bije. Był to 10 lub 12tc (różnie mam napisane w karcie), a maleństwo miało 8mm. W porównaniu ze wszystkimi poradnikami, opisami rozwoju malucha powinno mieć 3-4cm. Więc był to niepokojący objaw. Ale dostałam jakieś leki hormonalne na podtrzymanie krwawienia, utrzymanie ciąży i zostałam wysłana do domu z instrukcją, że gdyby się krwawienie powiększyło to mam wrócić. Następny dzień minął w miarę spokojnie, chociaż bóle brzucha nie ustały... ale wszystko do czasu! wieczorem w toalecie coś chlupnęło i się wystraszyliśmy... mąż pojechał ze mną spowrotem na izbę, gdzie bardzo nieprzyjemny lekarz powiedział mi najnormalniejszym w świecie tonem: "płód obumarł, serce nie bije, jest Pani w trakcie poronienia". Na szczęście reszta personelu była bardziej wyrozumiała, mąż był ze mną prawie do północy, później niestety musiałam zostać sama i on sam musiał wrócić do pustego domu. Traf tak chciał, że nie mieliśmy nikogo, któ mógłby nas w tym momencie wesprzeć - moi rodzice wyjechali akurat do Niemiec, ojciec męża też był poza miastem. Mąż całą noc spędził przed komputerem czytając o poronieniach, o przyczynach, o staraniach po itp. Następnego dnia rano w akcie desperacji pojechał do swojej matki... i to był największy błąd, bo jest to kobieta egocentryczna, bez serca!
Wiem, że to co tu opisuję jest straszne, ale najważniejsze dla mnie jest to, że [potrafię o tym mówić, pisać bez załamywania się. A to wszystko dzięki mojemu mężowi, który rozmawiał ze mną przez cały czas. Jak byłam w szpitalu, to czasem nie miałam na nic siły, a czasem płakałam strasznie, ale wiedziałam, że zawsze mogę na niego liczyć, wiedziałam, że nawet jeśli nie ma go przy mnie ciałem, to jest duchem. Wiedziałam również, że jego boli to tak samo jak mnie i dla niego też musiałam być silna. Rozmowa to bardzo ważna rzecz. Ale rozmowa z mężem/partnerem. Reszta rodziny też jest ważna, przyjaciele... ale oni tak na prawdę nie zrozumieją tego tak dobrze jak druga połówka.
Pomimo tego, że czasem było na prawdę ciężko, daliśmy radę. Przetrwaliśmy to. Dowiedzieliśmy się również wiele o sobie samym i o sobie nawzajem.
Dla mnie był to krok na przód, który wiedziałam, że muszę zrobić, żeby przetrwać. Wiem, że niektórzy nie potrafią tak. Z zewnątrz wszystko wygląda jakby było ok, ale w środku wszystko krwawi i nie chce się zagoić.

W tej chwili oczekujemy naszego małego bobaska z niecierpliwością. Zostało jeszcze 11 tygodni, tym razem wszystko się udało.
Życzę aby wszystkim, których spotkało nieszczęście poronienia doświadczyli w końcu cudu całej ciąży i narodzin.

Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.

8 lata 11 miesiąc temu #11806 przez ilona
mysia-sia
czytałam Twoją historię jak dobra książkę, z ciarkami na plecach :) i gratuluje z całego serca że niedługo będziecie rodzicami. że się nie poddaliście i nie załamaliście.


Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.

8 lata 11 miesiąc temu #11817 przez angellika1
mysia- pzrykro mi że tak sie stało, ale teraz jest wszystko dobrze i cieszccie sie ciążą

Poronienie to naprawde straszne przeżycie nietylko dla kobiety ale i dla mężczyzny....


Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.

8 lata 11 miesiąc temu #11833 przez Katarzyna
mysia-sia współczuję i bardzo mi przykro. Z drugiej strony przedstawiłaś jak ważna jest rozmowa, żeby w tym momencie nie zamykać się na partnera/ męża, a rozmawiać z nim. A także z innymi.

Polecam: , , , nowość:

Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.

8 lata 11 miesiąc temu #11840 przez Moniq
nie potrafię sobie nawet wyobrazić, co czuje kobieta, która traci dziecko;
mysia-sia graatuluję Ci siły ducha, masz wspaniałego męża :)
widziałam ten odcinek KSD o którym pisze Katarzyna i uderzyło mnie jeszcze jedno, reakcja lekarza pogotowia, który po zbadaniu Karoliny stwierdził że już wszystko dobrze :/
moje dwie przyjaciółki, którym zdarzyło się poronienie, też pisały o znieczulicy lekarzy, a czasem nawet o ich grubiańskim zachowaniu

Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.

8 lata 11 miesiąc temu #11881 przez mysia-sia
no niestety, podejście lekarzy jest straszne:( może gdybym miała doczynienia z kobietą ginekologiem było by zupełnie inaczej, ale faceci podchodzą do tego jakby to się działo na porządku dziennym. Pielęgniarki miały więcej zmożliwości, żeby dać mi odczuć, że jestem upierdliwa, bo prosiłam ciągle o coś przecibólowego, bo ryczałam, a jednak się tak nie zachowywały.
OK ja rozumiem, że teraz zdaża się to coraz częściej ze względu na styl życia, zanieczyszczenie powietrza i nie wiem na co tam jeszcze, ale to moim zdaniem nie powód do tego, żeby twierdzić "że to normalne":/ w momencie kiedy poszłam do lekarza, który tą ciążę zaczął mi prowadzić i usłyszałam to zdanie stwierdziłam, że to była moja ostatnia wizyta u niego.
PORONIENIE NIE JEST NORMALNE! i fajnie by było gdyby lekarze o tym wiedzieli.
Spotkałam się nawet z czym takim, koleżanka mi opowiadała, że w początkowym etapie ciąży lekarz nie chciał założyć karty ciąży, bo stwierdził, że "wszystko się jeszcze oże zdażyć"! KARYGODNE! Ale jak to zmienić?

Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.

8 lata 11 miesiąc temu #11893 przez Katarzyna
Moniq napisała:

widziałam ten odcinek KSD o którym pisze Katarzyna i uderzyło mnie jeszcze jedno, reakcja lekarza pogotowia, który po zbadaniu Karoliny stwierdził że już wszystko dobrze :/
moje dwie przyjaciółki, którym zdarzyło się poronienie, też pisały o znieczulicy lekarzy, a czasem nawet o ich grubiańskim zachowaniu


Mnie też, to zaskoczyło. Niestety to nie jest tylko filmowy przypadek.

mysia-sia napisała:

no niestety, podejście lekarzy jest straszne:( może gdybym miała doczynienia z kobietą ginekologiem było by zupełnie inaczej, ale faceci podchodzą do tego jakby to się działo na porządku dziennym. Pielęgniarki miały więcej zmożliwości, żeby dać mi odczuć, że jestem upierdliwa, bo prosiłam ciągle o coś przecibólowego, bo ryczałam, a jednak się tak nie zachowywały.


Niestety wszystko zależy od ludzi, na jakich trafi się w trakcie poronienia. Są także lekarze, którzy potrafią się zachować w takiej sytuacji i tacy, którzy nie koniecznie.
Rozmawianie o tym, mówienie. Myślę, że może wpłynąć na zwiększenie świadomości, że poronienie jest utratą małej i bliskiej istoty dla rodziców. Warto wtedy zachować się z należytym szacunkiem do zaistniałej sytuacji.

Jeśli chodzi o mysia-sia napisała:

...PORONIENIE NIE JEST NORMALNE! i fajnie by było gdyby lekarze o tym wiedzieli.

Z medycznego punktu widzenia około 50% ciąż jest roniona. Nawet nie każda kobieta wie, że była w ciąży. Tak działa nasza matka natura jeśli ciąża nie rozwija się prawidło.
Dawniej kobiety później dowiadywały się, że są w ciąży. Dzieci rodziło się więcej i myślę, że inaczej podchodziło się do tych spraw.
Aczkolwiek nie zmienia to faktu, że poronienie jest tragicznym doświadczeniem. Powinno dać się możliwość przeżycia żałoby czy pożegnania dziecka. W zależności od tego czego potrzebują w tym momencie rodzice.

Polecam: , , , nowość:

Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.

Moderatorzy: kasiorailona
Reklama

Bestsellery

  • Regularna mama

  • Brioko Baby

  • Dzienniczek ciąży

  • Dzienniczek żywienia

  • Dzienniczek żywienia

Reklama

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2007-2019